niedziela, 31 października 2010

Ile jest kultury w Bydgoszczy? część I

Dokładnie tyle, że na stolicę nie starczy. Jak się okazało. Minęło już kilkanaście dni od ogłoszenia werdyktu. Czekaliśmy z utęsknieniem na jakąś sensowną analizę. Na głos jakiś próbujący się zmierzyć z trudną materią przegranej. Na reakcję ratusza, który winien określić, kto jest winnym tej sytuacji. Bo ktoś był za projekt odpowiedzialny. Ktoś napisał ją tak, i zaprezentował, że Bydgoszcz nie znalazła uznania w oczach ekspertów. Analizy nikt nie zrobił. Do winy nikt się nie przyznał. Głosy o naszej przegranej pojawiły się nieliczne oraz pobieżne. Spróbujmy zatem pewnego podsumowania.


wtorek, 14 września 2010

Szantaż i zakładnicy! Czyli jak się robi politykę w Bydgoszczy..

Co wspólnego ma z sobą aquapark i bloki Bydgoskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego w Fordonie? Dotąd nic. Ale tylko dotąd. Oto bowiem Prezydent Bydgoszczy podjął decyzję, aby wreszcie zrealizować jakiś własny, duży projekt w mieście. Chce zbudować aquapark. Największy w Polsce. Jak zamierza to zrobić? Ano szantażem i braniem zakładników.

O co chodzi?

piątek, 10 września 2010

future of antytraffic city

Wyrażamy ogromną satysfakcję związaną z faktem podjęcia przez urzędników z Bydgoszczy, niezwykle obywatelskiej inicjatywy zwiększenia liczby miejsc parkingowych w mieście, poprzez likwidację niepotrzebnych znaków zakazujących i ograniczających postój samochodów* oraz decyzji o niepozwoleniu na jeżdżenie po ulicy Gdańskiej na rowerach. **

Jestem dumni z faktu, że urzędnicy postanowili uczynić Bydgoszcz miastem dla ludzi. Dla tych, o których faktycznie należy dbać. Musimy bowiem zawsze starać się o wspieranie wykluczonych. Wszak to kierowców samochodów osobowych ignoruje się przy konstruowaniu budżetu miejskiego, zawsze ograniczając budowy i remonty dróg. To kierowcy są jedyną grupą komunikacyjną, która nie hałasuje w mieście i nie zanieczyszcza go. Wreszcie to kierowcy potrafią zająć w przestrzeni publicznej, w swych samochodach, najmniej miejsca na osobę. Nie są bowiem samochody, w odróżnieniu od rowerów - za szerokie oraz w odróżnieniu od pieszych, nie korkują miast.

Biorąc pod uwagę powyższe czynniki, pragnę zaproponować

sobota, 4 września 2010

Dlaczego prezydent chce się kąpać* z pomocą obywateli?

Szanowny Panie Prezydencie 

Z niepokojem obserwujemy Pańską aktywność publiczną związaną z poszukiwaniem poparcia obywatelskiego w sprawie budowy aquaparku w Bydgoszczy.

Nasz niepokój wzbudza nie pomysł budowy, a ogromna dysproporcja w potrzebie uspołecznienia tego projektu, w stosunku do innych projektów inwestycyjnych w mieście. Wielokrotnie bowiem obserwowaliśmy podejmowanie ważnych społecznie decyzji inwestycyjnych i wówczas proces uspołecznienia był spychany na ostatni plan i realizowany wyłącznie w zakresie wymaganym przez właściwe prawo. 
Pańska aktywność bez udziału mieszkańców, prawdziwego suwerena miejskiego, skutkowała i skutkuje niezgodą społeczną na inwestycje oraz skrajnie destrukcyjnym dla społeczności miasta i jego potencjału, nieutożsamianiem się mieszkańców z taką Bydgoszczą i z takim sposobem zarządzania nią. Nikt nie chce mieszkać w domu, w którym nie ma wpływu na jego wygląd i funkcjonalność. 

Pański sposób zarządzania wyklucza z aktywności miejskiej całe grupy społeczne. Polityka dyskryminacji, realizowana z upodobaniem przez Pana od ośmiu lat, obejmuje nie tylko kwestie inwestycyjne, ale również społeczne. Antyspołeczna metoda startu w konkursie o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016

wtorek, 31 sierpnia 2010

solidarność na rowerze. czyli jak powinniśmy świętować

Wtedy, w 1980 roku, solidarność była rozumiana jako nakaz. Fascynujący i pociągający, ale jednak nakaz. Nakaz samoograniczenia. Był on utwierdzany w mocy i podtrzymywany przy życiu jako obowiązujący, wyłącznie poprzez prywatnie żywione marzenia o zupełnym braku ograniczeń, rozumianym jako swoboda konsumencka i brak zobowiązań społecznych - tak pewnie śniło się wówczas wolność. I było łatwiej pogodzić się z nakazem, kiedy się żyło w świecie przez "nakaz" kształtowanym.

Dziś marzenie jest już spełnione. A solidarność nadal może zaistnieć (może, bo niestety wciąż jest offline) wyłącznie jako samoograniczenie. Lecz tym razem, w świecie wolności, tylko dobrowolne  (już nie nakaz). To jednak zaprzecza marzeniu sprzed lat: o konsumpcji i jej swobodzie. Sprzeciwia się, bo dwadzieścia lat rządów kierowało się normą z ówczesnego marzenia, a nie normą z samoograniczenia wypływającą. Daliśmy się uwieść oszustwu polityki wywiedzionej z marzenia. Bo marzenie było piękne. I polityka była "na miarę tych marzeń". Bo taka - na miarę marzeń - jest łatwiejsza, niż na miarę samoograniczenia.

O czym dzisiaj musimy lokalnie marzyć, żeby solidarność wreszcie była możliwa w świecie "spełnionej" wolności?

Musimy sobie wyobrazić, że miasto to ogromny potencjał jednostek, kobiet i mężczyzn, które potrafią już świetnie budować swój kapitał indywidualny. I ten potencjał wybuchnie ogniem wspólnoty dopiero wtedy, kiedy stworzymy "im" kanały komunikacyjne. Bo te jednostki dziś w mieście nie mają jak się spotkać. Obecna polityka komunikacyjna wspiera bowiem tylko silnych. Dziś zadaniem jest dać równe szanse komunikacyjne każdemu uczestnikowi i każdej uczestniczce miasta. Na początku poprzez pozwolenie na logiczne i z godnością jeżdżenie po Bydgoszczy na rowerze. Bo obecnie rowerzyści i rowerzystki są dyskryminowani. Kto nie wierzy, niech wsiądzie na rower. Zrozumie. Dziś solidarność chce jeździć na rowerze. Między innymi.