niedziela, 5 grudnia 2010

O śmierci tego co publiczne i zwycięstwie prywatnego

Gdybyśmy zatem chcieli zapytać, co jest głównym problemem społeczności lokalnych, że społeczności te, mimo iż wzrastają i rozwijają się w warunkach demokratycznych, nie mają realnej władzy współrządzenia własną przestrzenią, to poniższy fragment nazywa rzeczy po imieniu.
***
Zanim jednak on, my też nazwijmy rzeczy po imieniu: władzy nie mamy wtedy, kiedy administracja "robi coś dla nas" nie pytając nas o zdanie. Np. ostatnio bydgoska administracja, wykorzystując jednostki nieadministracyjne, po cichu, bez rozgłosu, w cichości gabinetów, robi nam kulturę. Czy to będzie nasza kultura? Czy to będzie kultura wyłaniająca się ze struktur społecznych? Czy też kultura rozumiana jako wzorzec, do którego jeśli się nie nagniemy, to nie będziemy zauważani?
***
Jeśli jednostka jest wrogiem obywatela i jeśli indywidualizacja wróży kłopoty idei obywatelstwa i polityce opartej na tej idei, to jest tak dlatego, że indywidualne zainteresowania i troski jednostek wypełniają całą przestrzeń publiczną, uzurpując sobie do niej wyłączność i wypierając z dyskursu publicznego wszystko inne. Domena tego, co "publiczne", zostaje skolonizowana przez "prywatne"; "zaciekawienie sprawami publicznymi" sprowadza się do zainteresowania prywatnym życiem osób publicznych, a sztuka przyciągania uwagi publicznej polega na publicznym obnażaniu swych spraw prywatnych i publicznym zdradzaniu swoich prywatnych uczuć (najlepiej głęboko intymnych). Wszystkie "sprawy publiczne", które nie poddają się takiej redukcji, stają się dla nas niemal niepojęte.
<Zygmunt Bauman, Płynna nowoczesność, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2006, s. 58 >

sobota, 27 listopada 2010

Forum Kultury Bydgoskiej

Jak twierdzi gość, który wie o czym mówi:
Zauważmy jednak, że z powodu notorycznie kapryśnej, nieokreślonej i ulotnej natury konsumenckich potrzeb historia rynkowych rządów nad kulturą roi się od fałszywych prognoz, chybionych przewidywań i niewłaściwych decyzji.
Zygmunt Bauman

I niech to pozostanie jako komentarz wobec "demokratycznie" i "oddolnie" wyłonionego składu grupy organizacyjnej Forum.
I dodamy tylko:
Rynkowe rządy niczym nie różnią się od rządów administracyjnych. Te drugie nawet gorsze są.
OBYWATELI! 
KULTURY! 
UCZESTNICTWA! 
Tylko co zrobić, żeby coś zrobić?

czwartek, 4 listopada 2010

Jakie będzie centrum Bydgoszczy?

pomysły kandydatów na centrum Bydgoszczy
A więc już wiemy - któraś z tych sześciu wizji wygra.

Podsumowując: jest architektura, jest historia, są miejsca pracy, dużo słów.
A my pytamy: gdzie są ludzie? 
Gdzieś tak bokiem przemijają. Niewiele się o nich mówi. Nie ma ludzi w mieście.
Są architektury, plany, strategie, a nie ma ludzi...

MIASTO JEST DLA LUDZI - wystarczy o tym pamiętać.

niedziela, 31 października 2010

Ile jest kultury w Bydgoszczy? część I

Dokładnie tyle, że na stolicę nie starczy. Jak się okazało. Minęło już kilkanaście dni od ogłoszenia werdyktu. Czekaliśmy z utęsknieniem na jakąś sensowną analizę. Na głos jakiś próbujący się zmierzyć z trudną materią przegranej. Na reakcję ratusza, który winien określić, kto jest winnym tej sytuacji. Bo ktoś był za projekt odpowiedzialny. Ktoś napisał ją tak, i zaprezentował, że Bydgoszcz nie znalazła uznania w oczach ekspertów. Analizy nikt nie zrobił. Do winy nikt się nie przyznał. Głosy o naszej przegranej pojawiły się nieliczne oraz pobieżne. Spróbujmy zatem pewnego podsumowania.


wtorek, 14 września 2010

Szantaż i zakładnicy! Czyli jak się robi politykę w Bydgoszczy..

Co wspólnego ma z sobą aquapark i bloki Bydgoskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego w Fordonie? Dotąd nic. Ale tylko dotąd. Oto bowiem Prezydent Bydgoszczy podjął decyzję, aby wreszcie zrealizować jakiś własny, duży projekt w mieście. Chce zbudować aquapark. Największy w Polsce. Jak zamierza to zrobić? Ano szantażem i braniem zakładników.

O co chodzi?

piątek, 10 września 2010

future of antytraffic city

Wyrażamy ogromną satysfakcję związaną z faktem podjęcia przez urzędników z Bydgoszczy, niezwykle obywatelskiej inicjatywy zwiększenia liczby miejsc parkingowych w mieście, poprzez likwidację niepotrzebnych znaków zakazujących i ograniczających postój samochodów* oraz decyzji o niepozwoleniu na jeżdżenie po ulicy Gdańskiej na rowerach. **

Jestem dumni z faktu, że urzędnicy postanowili uczynić Bydgoszcz miastem dla ludzi. Dla tych, o których faktycznie należy dbać. Musimy bowiem zawsze starać się o wspieranie wykluczonych. Wszak to kierowców samochodów osobowych ignoruje się przy konstruowaniu budżetu miejskiego, zawsze ograniczając budowy i remonty dróg. To kierowcy są jedyną grupą komunikacyjną, która nie hałasuje w mieście i nie zanieczyszcza go. Wreszcie to kierowcy potrafią zająć w przestrzeni publicznej, w swych samochodach, najmniej miejsca na osobę. Nie są bowiem samochody, w odróżnieniu od rowerów - za szerokie oraz w odróżnieniu od pieszych, nie korkują miast.

Biorąc pod uwagę powyższe czynniki, pragnę zaproponować

sobota, 4 września 2010

Dlaczego prezydent chce się kąpać* z pomocą obywateli?

Szanowny Panie Prezydencie 

Z niepokojem obserwujemy Pańską aktywność publiczną związaną z poszukiwaniem poparcia obywatelskiego w sprawie budowy aquaparku w Bydgoszczy.

Nasz niepokój wzbudza nie pomysł budowy, a ogromna dysproporcja w potrzebie uspołecznienia tego projektu, w stosunku do innych projektów inwestycyjnych w mieście. Wielokrotnie bowiem obserwowaliśmy podejmowanie ważnych społecznie decyzji inwestycyjnych i wówczas proces uspołecznienia był spychany na ostatni plan i realizowany wyłącznie w zakresie wymaganym przez właściwe prawo. 
Pańska aktywność bez udziału mieszkańców, prawdziwego suwerena miejskiego, skutkowała i skutkuje niezgodą społeczną na inwestycje oraz skrajnie destrukcyjnym dla społeczności miasta i jego potencjału, nieutożsamianiem się mieszkańców z taką Bydgoszczą i z takim sposobem zarządzania nią. Nikt nie chce mieszkać w domu, w którym nie ma wpływu na jego wygląd i funkcjonalność. 

Pański sposób zarządzania wyklucza z aktywności miejskiej całe grupy społeczne. Polityka dyskryminacji, realizowana z upodobaniem przez Pana od ośmiu lat, obejmuje nie tylko kwestie inwestycyjne, ale również społeczne. Antyspołeczna metoda startu w konkursie o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016

wtorek, 31 sierpnia 2010

solidarność na rowerze. czyli jak powinniśmy świętować

Wtedy, w 1980 roku, solidarność była rozumiana jako nakaz. Fascynujący i pociągający, ale jednak nakaz. Nakaz samoograniczenia. Był on utwierdzany w mocy i podtrzymywany przy życiu jako obowiązujący, wyłącznie poprzez prywatnie żywione marzenia o zupełnym braku ograniczeń, rozumianym jako swoboda konsumencka i brak zobowiązań społecznych - tak pewnie śniło się wówczas wolność. I było łatwiej pogodzić się z nakazem, kiedy się żyło w świecie przez "nakaz" kształtowanym.

Dziś marzenie jest już spełnione. A solidarność nadal może zaistnieć (może, bo niestety wciąż jest offline) wyłącznie jako samoograniczenie. Lecz tym razem, w świecie wolności, tylko dobrowolne  (już nie nakaz). To jednak zaprzecza marzeniu sprzed lat: o konsumpcji i jej swobodzie. Sprzeciwia się, bo dwadzieścia lat rządów kierowało się normą z ówczesnego marzenia, a nie normą z samoograniczenia wypływającą. Daliśmy się uwieść oszustwu polityki wywiedzionej z marzenia. Bo marzenie było piękne. I polityka była "na miarę tych marzeń". Bo taka - na miarę marzeń - jest łatwiejsza, niż na miarę samoograniczenia.

O czym dzisiaj musimy lokalnie marzyć, żeby solidarność wreszcie była możliwa w świecie "spełnionej" wolności?

Musimy sobie wyobrazić, że miasto to ogromny potencjał jednostek, kobiet i mężczyzn, które potrafią już świetnie budować swój kapitał indywidualny. I ten potencjał wybuchnie ogniem wspólnoty dopiero wtedy, kiedy stworzymy "im" kanały komunikacyjne. Bo te jednostki dziś w mieście nie mają jak się spotkać. Obecna polityka komunikacyjna wspiera bowiem tylko silnych. Dziś zadaniem jest dać równe szanse komunikacyjne każdemu uczestnikowi i każdej uczestniczce miasta. Na początku poprzez pozwolenie na logiczne i z godnością jeżdżenie po Bydgoszczy na rowerze. Bo obecnie rowerzyści i rowerzystki są dyskryminowani. Kto nie wierzy, niech wsiądzie na rower. Zrozumie. Dziś solidarność chce jeździć na rowerze. Między innymi.