niedziela, 5 grudnia 2010

O śmierci tego co publiczne i zwycięstwie prywatnego

Gdybyśmy zatem chcieli zapytać, co jest głównym problemem społeczności lokalnych, że społeczności te, mimo iż wzrastają i rozwijają się w warunkach demokratycznych, nie mają realnej władzy współrządzenia własną przestrzenią, to poniższy fragment nazywa rzeczy po imieniu.
***
Zanim jednak on, my też nazwijmy rzeczy po imieniu: władzy nie mamy wtedy, kiedy administracja "robi coś dla nas" nie pytając nas o zdanie. Np. ostatnio bydgoska administracja, wykorzystując jednostki nieadministracyjne, po cichu, bez rozgłosu, w cichości gabinetów, robi nam kulturę. Czy to będzie nasza kultura? Czy to będzie kultura wyłaniająca się ze struktur społecznych? Czy też kultura rozumiana jako wzorzec, do którego jeśli się nie nagniemy, to nie będziemy zauważani?
***
Jeśli jednostka jest wrogiem obywatela i jeśli indywidualizacja wróży kłopoty idei obywatelstwa i polityce opartej na tej idei, to jest tak dlatego, że indywidualne zainteresowania i troski jednostek wypełniają całą przestrzeń publiczną, uzurpując sobie do niej wyłączność i wypierając z dyskursu publicznego wszystko inne. Domena tego, co "publiczne", zostaje skolonizowana przez "prywatne"; "zaciekawienie sprawami publicznymi" sprowadza się do zainteresowania prywatnym życiem osób publicznych, a sztuka przyciągania uwagi publicznej polega na publicznym obnażaniu swych spraw prywatnych i publicznym zdradzaniu swoich prywatnych uczuć (najlepiej głęboko intymnych). Wszystkie "sprawy publiczne", które nie poddają się takiej redukcji, stają się dla nas niemal niepojęte.
<Zygmunt Bauman, Płynna nowoczesność, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2006, s. 58 >